Jak podała Gazeta Wyborcza: brytyjskie, ale nie tylko, opakowania jednorazowe, torebki nylonowe i tacki trafiają na chińskie wysypiska w Chinach, gdzie zatruwają środowisko.

O zatruwaniu biedniejszej części świata przez bogatszą Europę zaalarmowała agencja Asia News, a brytyjski dziennik "Mail on Sunday" prześledził drogę jednego z transportów śmieci odpływających z Liverpoolu do Azji.

Według raportu "Mail on Sunday" śmieci z Liverpoolu w Hongkongu przeładowuje się na chiński statek i Rzeką Perłową dopływają one do rzecznego portu w prowincji Guangdong. Stamtąd ciężarówkami przewiezi się je na przedmieścia dziewięciomilionowego Kantonu, do miejscowości Lian Jiao.

Tam opakowania z Tesco, plastikowe tacki z Sainsbury i torebki od Marksa i Spencera sortuje 30 tys. chłopów przybyłych z całych Chin. Ich dzień pracy trwa 14 godzin, a stawka dzienna 2,7 dol. Ludzie pracują gołymi rękami, widać całe rodziny, czasami z małymi dziećmi. Wybierają i odkładają na bok wszystko co plastikowe. Potem zużyte opakowania są zmywane strumieniem wody pod silnym ciśnieniem. Usuwane chemikalia spływają prosto do dopływu Rzeki Perłowej, którą barwią na czerwono, fioletowo i zielono i płyną dalej do morza.

Reszta, czyli 20 proc. brytyjskich śmieci, albo trafia na wysypisko, albo jest palona w piecach lub na świeżym powietrzu. Wysypisko w Lian Jiao to piekło na ziemi. Powietrze cuchnie. Ludzie, którzy tu pracują, wytrzymują dwa do trzech lat, potem wyjeżdżają. Praca w tych warunkach wywołuje zmiany skórne, nowotwory i choroby płuc.

Mimo chińskich zakazów odpady sprowadza dwa tysiące miejscowych firm. Za tonę plastiku z wysypiska płacą 360 dol., zarabiają na niej 54 dol. Brytyjscy eksporterzy tłumaczą, że na Wyspach przemysł opakowań nie chce utylizować odpadów, woli stosować surowiec pierwotny. Brytyjskie przepisy nie pozwalają przyjmować na wysypiska plastiku, bo nie rozkłada się on w sposób naturalny. Nie wolno go więc składować w kraju, ale wolno eksportować, jeżeli plastikowe śmieci zostały posortowane i osobno zapakowane. A tym zajmują się konsumenci.

O tym, jaka jest skala procederu, świadczy to, że tylko jedna firma Warrant Group wysłała przez rok do Azji 40 tys. ton plastiku. Do Chin trafiają też stare telefony, komputery i sprzęt gospodarstwa domowego. Wszystkie te działania (przede wszystkim spalanie śmieci tworzywowych) powoduje, że 55 % wszystkich deszczy spadających na prowincję Guangdong to deszcze kwaśne, zatrute, a dwie trzecie rzek to ścieki.

Źródło: Gazeta Wyborcza
Źródło: ''