Rz: Integracja gospodarcza z Unią Europejską stanie się możliwa, gdy będziemy stosować obowiązujące tam wymagania dotyczące bezpieczeństwa i jakości produktów przemysłowych, rolnych i spożywczych. Nasze prawo trzeba więc dostosować także w dziedzinie normalizacji i oceny zgodności wyrobów. Co już zmieniliśmy i co nas jeszcze czeka?

WOJCIECH HENRYKOWSKI: W 1998 r. Polska podpisała protokół dotyczący europejskiego porozumienia w sprawie systemu oceny zgodności, który wyznacza kierunek dostosowania naszego prawa do rozwiązań unijnych. W pierwszym etapie musieliśmy znowelizować ustawę o badaniach i certyfikacji pod kątem uznawania deklaracji samego producenta o zgodności wyrobu z określonymi normami lub przepisami oraz skróceniu wykazu wyrobów podlegających obowiązkowej certyfikacji. Wprowadzono też jednakowe zasady certyfikacji dla produktów krajowych i zagranicznych.

Zmienione przepisy ustawy weszły w życie 10 września ubiegłego roku. Wydane na ich podstawie trzy rozporządzenia wykonawcze też już obowiązują. Określają tryb: certyfikacji, uzyskiwania świadectw weryfikacyjnych oraz wspomniany wykaz wyrobów. Drugi etap to nowa ustawa o systemie oceny zgodności i akredytacji, która w pełni dostosuje nasz system do europejskiego. Prezydent właśnie ją podpisał.

Zmianami tymi zainteresowani są najbardziej producenci i importerzy, ponieważ ponoszą pełną odpowiedzialność za wprowadzane na rynek wyroby. Niedawno znowelizowano obecne przepisy, wkrótce wejdzie w życie nowa ustawa. Na co teraz powinni zwrócić uwagę?

Po zmianie ustawy o badaniach i certyfikacji producenci krajowi mogą wystawiać deklaracje zgodności. Potwierdzają w niej, że dany wyrób, produkcja lub usługa są zgodne z określoną normą lub przepisami. Czynią to jednak na swoją odpowiedzialność.

Z kolei wykaz wyrobów, które mogą stwarzać zagrożenie albo służą ochronie lub ratowaniu życia, zdrowia lub środowiska, podlegających obowiązkowej certyfikacji na znak bezpieczeństwa, określa rozporządzenie, które weszło w życie 29 lutego. Wykaz ten został skrócony w porównaniu z poprzednim, co wynika z regulacji unijnych. Aż 70 proc. tych wyrobów może być jednak dopuszczonych do obrotu na podstawie świadectwa weryfikacyjnego, jeżeli zostały wyprodukowane w kraju, z którym Polska zawarła w tej sprawie porozumienie. Na temat weryfikacji rozmawiałem niedawno z przedstawicielem departamentu konsumentów z USA. Gdyby nasze państwa podpisały stosowną umowę, to również na wyroby pochodzące ze Stanów Zjednoczonych zamiast certyfikatów można by wydawać wspomniane świadectwa weryfikacyjne. Amerykanie są tym bardzo zainteresowani, teraz negocjują taką umowę z UE.

Dopóki nie ma porozumienia, dostawcy, którzy chcą wprowadzić na nasz rynek zagraniczne wyroby, np. maszyny budowlane, muszą starać się o polskie certyfikaty. Obowiązujące od 31 marca rozporządzenie określające tryb certyfikacji wprowadza jednak pewne zmiany. Teraz na wydanie tego dokumentu nie będzie trzeba czekać dłużej niż 30 dni. Poprzednio jednostki certyfikujące same o tym decydowały. Co jeszcze dostawcy ci powinni wiedzieć?

Tak jak dotychczas muszą przedstawić produkt do badań, złożyć odpowiednią dokumentację oraz podać, kto jest jego producentem. Rozporządzenie dotyczy certyfikacji obowiązkowej na znak bezpieczeństwa oraz dobrowolnej. Certyfikacją dobrowolną mogą być objęte wyroby produkowane zgodnie z naszymi normami oraz normami i dyrektywami organizacji międzynarodowych lub regionalnych. Można na nie uzyskać certyfikat zgodności lub certyfikat upoważniający do oznaczania znakiem zgodności z Polską Normą, znakiem ekologicznym lub znakiem jakości Q. Można także starać się o certyfikat na znak bezpieczeństwa, potwierdzający, że wyrób nie stanowi zagrożenia dla życia, zdrowia mienia i środowiska.

Jednostka certyfikująca sprawdza wniosek w ciągu siedmiu dni. Jeśli będzie niekompletny, dostawca ma dwa tygodnie na jego uzupełnienie. Dopiero od zarejestrowania wniosku liczy się termin 30-dniowy, w którym wydaje się lub odmawia wydania certyfikatu. Do tego czasu producent lub importer nie może wprowadzić swoich wyrobów na rynek. Poprzednio mógł to robić na podstawie zaświadczenia jednostki certyfikującej, która potwierdzała, że prowadzi takie postępowanie. Do sprzedaży mogły więc trafić produkty, które nie uzyskały ostatecznie znaku bezpieczeństwa. Teraz nie ma takiej możliwości.

Dla dostawców z krajów UE weryfikacja certyfikatów i deklaracji jest zapewne dużym ułatwieniem. Mogą się o to starać tylko na wyroby tam wyprodukowane. Nie dotyczy to tych, które pochodzą z innych krajów, choć w UE zostały zbadane i uzyskały potwierdzenie zgodności. Z takiego rozwiązania importerzy nie są zadowoleni, ponieważ sprowadzając sprzęt firmowany marką europejską, lecz produkowany np. w krajach azjatyckich, muszą nadal ubiegać się u nas o certyfikaty.

Weryfikacja dotyczy wyrobów wyprodukowanych w UE, co wynika z zawartego w tej sprawie porozumienia. Od zasady tej nie ma więc wyjątków. Postępowanie weryfikacyjne trwa krócej niż certyfikacja, bo tylko trzy tygodnie. Jednostka certyfikująca sprawdza jedynie, czy produkt został wyprodukowany w jednym z krajów Wspólnoty oraz czy spełnia wymogi unijne. Nie bada więc jakości i bezpieczeństwa wyrobu, jedynie to, czy został tam dopuszczony do obrotu. Musi przy tym znać obowiązujące w UE dyrektywy, które określają także procedurę sprawdzania zgodności danego wyrobu z tymi wymogami. Weryfikacji podlegają tamtejsze certyfikaty i deklaracje producentów. Występować mogą o to importerzy towarów pochodzących z Unii. We wniosku powinni podać m.in. rodzaj świadectwa i wyrób, jaki chcą wprowadzić do obrotu. Muszą też dołączyć odpowiednio: zagraniczny certyfikat zgodności, kopię raportu z badań wyrobu lub deklarację wystawioną przez producenta, bądź inne wymagane dokumenty będące podstawą do certyfikacji.

Dyrektywy, które wprowadziła UE, z czasem będą obowiązywać także naszych producentów. Czy związane z tym zmiany są aż tak istotne?

Jeszcze przez dwa i pół roku ma funkcjonować system dotychczasowy. Ustawa o ocenie zgodności i akredytacji wejdzie w życie 1 stycznia 2001 r. i nowe zasady będą stopniowo wdrażane. Na jej podstawie Rada Ministrów wyda rozporządzenia, które inkorporują do naszego prawa wspomniane dyrektywy. Niektóre z nich, jak np. medyczne, w tym dotyczące diagnostyki in vitro, urządzeń medycznych i implantów, prawdopodobnie zostaną wprowadzone przez ustawę. Zakłada się, że jeżeli w okresie przejściowym dana dyrektywa zacznie u nas funkcjonować, to z wykazu wyrobów usunie się objęte nią produkty. Do 1 stycznia 2003 r. mają obowiązywać już wszystkie dyrektywy. Wtedy producenci zaczną wystawiać deklaracje, po spełnieniu określonych w nich wymogów. Znak B, potwierdzający bezpieczeństwo wyrobu, wydawany będzie w zasadzie jako dobrowolny. Obowiązkowo znakowane będą nim towary, jeżeli tak stanowi konkretna dyrektywa. Na przykład wymienione w załączniku do dyrektywy maszynowej maszyny podlegają modułowi B. Oznacza to, że przed rozpoczęciem produkcji trzeba uzyskać na nie certyfikat. Natomiast do maszyn określonych w samej dyrektywie stosuje się moduł A - czyli wystarczy deklaracja zgodności producenta. Wszystko zależy więc od rodzaju maszyny, np. gdy chodzi o kosiarkę do trawy, producent sam stwierdza, że wyrób ten spełnia wymagania dyrektywy, a przy maszynach budowlanych musi uzyskać certyfikat, zanim podejmie ich produkcję.

Zniknie osobny wykaz wyrobów zagrażających życiu, zdrowiu czy ochronie środowiska, lecz w takich wypadkach to dyrektywy będą narzucać producentom obowiązkową certyfikację. Zmieni się też cały system zgodności wyrobów, co przewiduje nowa ustawa.

System ten będzie przede wszystkim jednolity. Akredytacja jednostek certyfikujących, inspekcyjnych i laboratoriów, czyli potwierdzenie ich kompetencji, ma należeć do Polskiego Centrum Akredytacji, które dopiero powstanie. Jednostki te będą wtedy stosować identyczne procedury oceny zgodności. Teraz zajmują się tym dwie organizacje akredytujące: Główny Urząd Miar - laboratoria pomiarowe, oraz Polskie Centrum Badań i Certyfikacji - dla pozostałych jednostek. Jednak 8 kwietnia 1999 r. zostało podpisane porozumienie między GUM a PCBC w sprawie prowadzenia jednolitej polityki w zakresie akredytacji. Należy też przyspieszyć prace związane z włączaniem do zbioru Polskich Norm europejskich norm zharmonizowanych. Jest to konieczny warunek, aby dyrektywy nowego podejścia mogły w Polsce funkcjonować. W procedurach wspólnotowych często przewiduje się deklarację producenta, która powinna potwierdzać zgodność właśnie z normami zharmonizowanymi.

Równocześnie podejmujemy starania o uznanie polskich znaków za granicą i polskich certyfikatów systemu jakości. Ułatwi to naszym producentom i wyrobom dostęp na rynki nie tylko krajów UE.

Rozmawiała: Hanna Fedorowicz

Od 1985 r. w Unii Europejskiej obowiązuje nowe podejście w dziedzinie harmonizacji technicznej.

Tak też określa się dyrektywy, które uchwaliła po tym czasie Rada UE. Obecnie jest ich 24. Dyrektywy nowego podejścia ustalają wymagania dla danej grupy wyrobów, m.in. jest dyrektywa niskonapięciowa (podlegają jej wszystkie wyroby elektryczne), maszynowa czy dotycząca urządzeń medycznych. Podstawowym ich celem jest, aby na rynku znalazły się tylko wyroby bezpieczne. Europejscy producenci, importerzy i dystrybutorzy są zainteresowani spełnieniem określonych w nich wymagań. Wymusza to na nich konkurencja. Szacuje się, że gdy w UE zostaną wprowadzone wszystkie dyrektywy, obejmą około 40 proc. wyrobów i każdy kraj członkowski ma obowiązek je stosować.
Tamtejsi producenci muszą sprawdzić swój wyrób z daną dyrektywą na etapie projektowania oraz produkcji. Później stwierdzają w deklaracji, że spełnia podane w niej wymagania. Wtedy mogą oznakować go znakiem CE, co oznacza zgodność europejską (European Conformite). Wyrób w ten sposób znakowany można wprowadzić do sprzedaży na terenie całej UE. Do każdego opakowania producent musi dołączyć swoją deklarację.
To tylko jedna z procedur oceny zgodności, określana jako moduł A. W UE jest ich osiem, od litery A do H. Każda dyrektywa określa, jaki moduł producent musi zastosować, by potwierdzić zgodność wyrobu z jej wymaganiami. Inaczej jest w wypadku modułu B, zgodnie z którym producent musi przedstawić dokumentację lub prototyp wyrobu jednostce certyfikującej, która sprawdza, czy jest on zgodny z podstawowymi wymaganiami. Jeśli trzeba, jednostka bada wyrób i wydaje certyfikat badania typu.