Projekt ustawy o gospodarce opakowaniami i odpadami opakowaniowymi, który jeszcze przed zakończeniem nad nim prac był nazywany przez media „bublem legislacyjnym” ujrzał światło dzienne. Na dziś, tj. 25 sierpnia 2009 przypada pierwszy dzień obrad Rządu nad projektem ustawy, która m.in. wprowadza tzw. opłatę recyklingową w wysokości nawet do 0,4 zł od każdej siatki wykonanej z tworzywa sztucznego oferowanej klientowi w sklepie.

Jak podał Program Trzeci Polskiego Radia ponoć ideą jest wyeliminowanie folii, która „rozkłada się bardzo długo w środowisku”. Trudno o bardziej niezrozumiałe uargumentowanie projektu ustawy wówczas gdy:

- folia sama z siebie nie trafia do tzw. środowiska,
- opłaty samowolnie nakładane na siatki przez sklepy i tak spowodowały niższy popyt na siatki, a co za tym idzie spadek zamówień u niektórych producentów o blisko 60%,
- torby foliowe stanowią zaledwie ok. 0,5% odpadów na wysypiskach podczas gdy odpady papierowe i gnijące znacznie więcej,
- w krajach wysokorozwiniętych odpady poopakowaniowe poddaje się recyklingowi bądź spalaniu w celu odzysku materiałowego bądź termicznego,
- brakuje analiz wpływu wprowadzenia projektu ustawy a w tym: kosztów wprowadzenia alternatywnych rodzajów opakowań, konsekwencji gospodarczych i ekonomicznych, konsekwencji ekologicznych, zwiększonego popytu na siatki zakupywane w hurtowniach opakowań, zaadaptowania innego rodzaju opakowań na potrzeby pakowania zakupów i innych,
- 82% konsumentów korzysta z toreb foliowych wielokrotnie wykorzystując je ponownie jako worki na śmieci (81%) albo w inny sposób. Można domniemywać, że ograniczenie w zużyciu toreb spowoduje więc zwiększenie zużycia worków foliowych na śmieci,
- 72% konsumentów ocenia negatywnie dotychczasowe ograniczenia wiązane z wydawaniem toreb foliowych w sklepie,
- po wprowadzeniu projektu ustawy w życie szacunkowa redukcja zatrudnienia w branży wyniesie 40%,
- konieczność składania raportów za udostępnione siatki foliowe przez wszystkie podmioty (dziesiątki tysięcy w każdym województwie) raz na kwartał spowoduje przy obecnym stanie administracji publicznej konieczność generowania nowych etatów w urzędach marszałkowskich, które nie sprostałyby wymogom ewidencyjnym i kontrolnym wynikającym z projektu ustawy – czy są na to środki i czy nie lepiej je wykorzystać w inny sposób?
- jeśli szacuje się, że przychody ze sprzedaży spadną o 44%, to należy przypuszczać, że wpływy fiskalne do budżetu państwa również ulegną obniżeniu o ponad połowę. Do tego należy wziąć pod uwagę skalę bankructw,
- już dziś szczególnie sklepy spożywcze pobierają opłatę (od 5 gr do 60 gr) za torby foliowe powołując się na nieistniejące jeszcze przepisy prawne. Czy wprowadzanie projektu ustawy, która ma obowiązywać dopiero za 7 lat nie da kolejnego argumentu do podwyższania cen siatek w sklepach?

Pobudki kierujące ustawodawcą tym bardziej nie są zrozumiale, gdyż projekt znosi wspomnianą opłatę recyklingową od opakowań papierowych i biodegradowalnych. Jeżeli ktoś chce zarżnąć środowisko to jest to bardzo dobra droga. Opakowania biodegradowalne w świetle rozumienia zapisów ustawy są to opakowania kompostowalne, a nie biodegradowalne w znaczeniu naturalnego procesu degradacji. Nie jest znany ponadto stosunek MŚ do stanowiska KE w/s propagowania opakowań biodegradowalnych, które oficjalnie głosi iż istnieje konflikt technologiczny, brak możliwości przystosowawczych wielu krajów (w tym Polski), brak surowców jak i odmienna koncepcja produkcyjna opakowań oraz wielokrotnie poruszana kwestia humanitarna takiego rozwiązania (słynny paradoks „produkowania opakowań z żywności”). Wątpliwości budzi również fakt, czy MŚ śledzi działania innych państw w zakresie wprowadzania nowych technologii w ekologii opakowań (Malta, Słowenia, Anglia i inne)? Jeżeli argumentem do zmian jest rzeczywiście opinia, iż opakowanie (torba) z tworzywa sztucznego „rozkłada się bardzo długo w środowisku” to nic prostszego jak przekonywać przedsiębiorców do korzystania z coraz popularniejszej technologii oksy-biodegradacji, która powoduje degradację w czasie o wiele krótszym niż nastąpi degradacja analogicznego (o tych samych parametrach wytrzymałościowych) opakowania biodegradowalnego (kompostowalnego). Sam Prezes zarządu European Bioplastics Andy Sweetman stwierdził kilka tygodni temu, że brak jest standardów, które precyzyjnie definiowałyby biodegradowalność – zarówno standard EN13432, jak i ISO 17088 używane w sektorze biotworzyw, koncentrują się na kompostowaniu !!! A kompostowni w Polsce tyle co na lekarstwo... Kompostowanie bowiem nie jest tym samy procesem, co biodegradacja w środowisku naturalnym, jako że jest to sztuczny proces przeprowadzany w dużo krótszym odcinku czasu niż procesy natury. Cytując wypowiedź osoby z branży: „jest to proces naturalny sztucznie zintensyfikowany” (w zakładzie przetwórczym).

Tworzywo “kompostowalne”, które zgodnie z założeniem normy osiąga w przeciągu 180 dni 90% zamiany w CO2 jest praktycznie bezużyteczne jako kompost. Właściwie trudno stwierdzić, jakiemu użytecznemu celowi ma ono służyć. Nie może być poddawane powtórnej obróbce z normalnymi tworzywami sztucznymi, jest zdecydowanie za drogie, by stosować je na co dzień i nie wydaje się wystarczająco mocne, by mogło być stosowane do opakowań poddawanych dużym obciążeniom, jeśli nie zostanie zmieszane z tworzywami na bazie ropy. Nie jest nawet “odnawialne”, ponieważ duże ilości węglowodorów są spalane w maszynach używanych do produkcji i polimeryzacji tworzywa.

Kto za tym stoi?

Takie pytanie zadaje sobie dziś kilkuset producentów toreb foliowych widząc spadek przychodów i zastanawiając się komu zawdzięczają taki los. Kredyty pobrane, dotacje otrzymane, a sprzedaż spada na łeb na szyję – jak wskazują badania nawet do 95% gdyby opłata 40gr weszła w życie. Kto zyska na takim rozwiązaniu? Na pewno nie środowisko. Pewnie producenci worków na śmieci, na pewno importerzy surowców do produkcji opakowań biodegradowalnych, na pewno COBRO, jedna z instytucji odpłatnie certyfikująca opakowania biodegradowalne, gorący zwolennik i propagator wprowadzenia opłaty (podatku recyklingowego) od siatek foliowych i zastąpienia ich zwolnionymi z podatku torbami kompostowalnymi. Zyskają sklepy mogąc (niemal) dowolnie przerzucać opłatę za siatki na konsumenta (bo któż wie, ile będzie kosztować siatka biodegradowalna w sklepie?) i adepci uczelni humanistycznych, którzy ponoć oblegają urzędy w celu otrzymania tam zatrudnienia (a trzeba będzie uruchomić nowe wakaty do obsługi setek tysięcy sprawozdań!). Stracą konsumenci, szału dostaną sortownie odpadów nie mogąc odróżnić opakowań biodegradowalnych od foliowych, straci – wbrew pozorom – Ministerstwa Gospodarki i Finansów, bo wpływy z tytułu podatku dochodowego i VAT odejdą w niepamięć. Mówiąc o pieniądzach nie sposób oprzeć się wrażeniu, że wartość 40 groszy proponowanego podatku jest nieprzypadkowa: jeżeli bowiem do owych 40 groszy dodamy aktualną cenę siatki oferowanej nam w sklepie to otrzymamy... wartość torby biodegradowalnej, na którą wspomniany podatek nie będzie nałożony. Czy przypadkiem nie próbuje się wyrównać pozostających w ogromnej dysproporcji cenowej produktów z tworzyw sztucznych i kompostowalnych argumentując takie działania troską o środowisko?

Reasumując: nie są znane pobudki jakimi kieruje się ustawodawca chcąc wprowadzić regulacje, które w konsekwencji mogą doprowadzić do bankructwa ogromną branżę, która jednocześnie generuje znikomy, wręcz marginalny udział odpadów. Odpadów, które łatwo zebrać jak i poddać ponownemu przetworzeniu. Mówimy o branży, która zainwestowała w ostatnich latach, w tym również z grantów unijnych niemal 2,2 mld złotych, a tylko w pierwszym półroczu 2008 roku blisko 360 mln złotych, otrzymując wsparcie na wprowadzanie nowych technologii jak choćby oksy-biodegradacji. Projekt ustawy preferuje opakowania mało znane, do produkcji których brakuje na rynku lokalnym surowca, brakuje jego producentów (maszyn, fachowców), a obrotem na rynkach światowych sterują ogromne koncerny chemiczne. Projekt – wbrew argumentacji – nie przeciwdziała zanieczyszczeniu środowiska, wprowadza ogromne obciążenia finansowe państwa oraz dezorganizuje pracę placówek handlowych, producentów i recyklerów. Zamiast udoskonalić istniejący, sprawny lecz wciąż jeszcze niewystarczająco rozbudowywany system zbiórki i segregacji odpadów, dotować wprowadzanie nowoczesnych technologii oksy-biodegradacji ustawodawca serwuje nam rewolucję uderzając w bardzo czuły punkt, którego konsekwencje gospodarcze mogą być ogromne, a ekologiczne znikome, wręcz niezauważalne.

Należy postawić pytanie: jeżeli czarny sen o wprowadzeniu projektu ustawy w życie się ziści to kto poniesie odpowiedzialność za konsekwencje wprowadzenia nielogicznych regulacji, które nie przyniosą założonych korzyści ani dla środowiska, przedsiębiorców czy konsumentów? Oprócz środowisk ekologów, które namawiają generalnie do ograniczenia konsumpcji (w tym zużywania mniejszej ilości opakowań) jedyną grupą zainteresowaną wyparciem toreb z tworzyw sztucznych są producenci biokomponentów do produkcji opakowań kompostowanych. Dziś dotykamy problemu niespełna 1% odpadów. Co będzie jutro? Podatek na worki na śmieci? Może i na inne wyroby, oczywiście niebiodegradowalne z tworzyw sztucznych? Może ktoś wpadnie na genialny pomysł dołożenia do tego akcyzy argumentując, iż wszystkie są produktami powstałymi ze związków ropopochodnych... Patrząc na zapisy i argumentację projektu tej ustawy – wszystko jest możliwe.

Komentarze

  • Torby

    Więcej infomacji na temat torby biodegradowalnej można poczytać tutaj http://www.ommer.pl/torby_biodegradowalne.php